Można mieć dobrą pracę, odpowiedzialne stanowisko i poczucie, że wszystko jest pod kontrolą. Codziennie podejmować ważne decyzje, rozwiązywać problemy i pomagać innym, a jednocześnie coraz częściej czuć, że brakuje sił na zwyczajne życie. Można kończyć pracę o siedemnastej, ale jeszcze długo myśleć o tym, co wydarzyło się w biurze. Można być fizycznie w domu, a myślami nadal na spotkaniu, przy niedokończonym projekcie albo w rozmowie, która dopiero odbędzie się jutro. I można w końcu zadać sobie pytanie:
Dlaczego tak trudno odpocząć, skoro teoretycznie mam już wszystko zrobione?
To pytanie coraz częściej dotyczy osób, które na co dzień funkcjonują na wysokich obrotach. Szczególnie menedżerów, od których oczekuje się odpowiedzialności, dostępności i gotowości do działania niemal w każdej sytuacji.
Kiedy ciągłe działanie staje się codziennością
Na początku to może nawet dawać satysfakcję.
Dużo zadań, szybkie tempo, kolejne wyzwania. Człowiek czuje, że jest potrzebny, że ma wpływ na to, co się dzieje, że potrafi poradzić sobie z trudnymi sytuacjami.
Z czasem jednak granica między zaangażowaniem a przeciążeniem zaczyna się zacierać.
Odpowiadanie na wiadomości wieczorem staje się normą. Sprawdzanie telefonu podczas odpoczynku wydaje się czymś naturalnym. Myślenie o pracy w weekend przestaje dziwić.
W końcu trudno przypomnieć sobie, kiedy ostatnio naprawdę było się poza zasięgiem obowiązków.
Przebodźcowanie układu nerwowego u menedżerów nie zawsze oznacza nagły kryzys. Czasem zaczyna się od drobnych sygnałów, które łatwo zignorować. Trudniej się skupić. Coraz mniej rzeczy sprawia przyjemność. Nawet wolny wieczór nie przynosi oczekiwanego wytchnienia.
Człowiek nadal działa, bo przecież musi.
Tylko coraz rzadziej zastanawia się, ile go to kosztuje.
Czy naprawdę wszystko zależy od Ciebie?
Osoby odpowiedzialne za innych często przyzwyczajają się do tego, że muszą mieć odpowiedź na każde pytanie. Rozwiązywać problemy, przewidywać trudności i pilnować, żeby wszystko działało tak, jak powinno.
W pewnym momencie ta odpowiedzialność może przenieść się również na życie prywatne.
Trudno odłożyć telefon, bo przecież ktoś może potrzebować pomocy, odmówić kolejnego zadania, bo przecież nikt inny nie zrobi tego tak dobrze, zwolnić, bo w głowie pojawia się myśl, że wtedy coś wymknie się spod kontroli.
Ale czy naprawdę musisz być dostępny przez cały czas?
Czy zawsze musisz wiedzieć, co zrobić?
I czy odpoczynek trzeba sobie najpierw zasłużyć?
To nie są łatwe pytania. Szczególnie dla osób, które przez lata budowały swoją pozycję dzięki ambicji, konsekwencji i gotowości do działania.
Czasem jednak właśnie te cechy, które pomagają osiągać cele, utrudniają zauważenie własnych granic.
Nie musisz czekać, aż organizm sam Cię zatrzyma
Wiele osób zaczyna myśleć o zmianie dopiero wtedy, gdy dotychczasowy sposób funkcjonowania przestaje się sprawdzać.
Kiedy zmęczenie nie mija po weekendzie i trudno skupić się na rozmowie z bliskimi. Kiedy nawet rzeczy, które wcześniej cieszyły, zaczynają być kolejnymi punktami na liście zadań.
A przecież nie trzeba czekać na taki moment, żeby przyjrzeć się swoim nawykom.
Czasami pierwszym krokiem jest zauważenie, jak często sięgamy po telefon. Innym razem świadome zakończenie pracy o ustalonej godzinie albo rezygnacja z przekonania, że każdą wolną chwilę trzeba wykorzystać produktywnie.
Więcej o tym, jak wygląda przebodźcowanie układu nerwowego u menedżerów, można przeczytać w artykule Przebodźcowanie układu nerwowego u menedżerów.
Nie chodzi o to, żeby nagle przestać być ambitnym. Chodzi o to, żeby nie traktować ciągłego napięcia jako nieodłącznej części sukcesu.
Coaching nie musi oznaczać kolejnego celu do osiągnięcia
Marcin Bukowski zna świat, w którym liczą się wyniki, konsekwencja i regularna praca nad sobą. Jako zawodowy tenisista, a później trener, przez lata funkcjonował w środowisku, w którym rozwój i dążenie do poprawy były ważną częścią codzienności.
Dziś, jako certyfikowany coach i twórca Projektu Mniej, zwraca uwagę również na drugą stronę tego podejścia.
Na potrzebę zatrzymania się, odpoczynek, świadome podejmowanie decyzji zamiast automatycznego realizowania kolejnych oczekiwań.
Coaching indywidualny może być okazją do przyjrzenia się temu, co naprawdę napędza nasze działania. Czy realizujemy własne cele, czy próbujemy sprostać oczekiwaniom innych? Czy nasze codzienne decyzje wynikają z potrzeb, czy raczej z przyzwyczajenia do ciągłego działania?
Dobry lifecoach nie musi podpowiadać gotowych rozwiązań na każdy problem. Czasem ważniejsze jest stworzenie przestrzeni, w której można spokojnie uporządkować myśli, nazwać swoje potrzeby i zastanowić się, co chcemy zmienić.
Bez kolejnej listy zadań. Bez presji, że od jutra wszystko musi wyglądać inaczej.
Bo zmiana nie zawsze zaczyna się od wielkiej decyzji. Niekiedy zaczyna się od zauważenia, że obecny sposób życia przestał nam odpowiadać.
Projekt Mniej, czyli nie musisz cały czas biec
Żyjemy w świecie, w którym łatwo pomylić zajętość ze spełnieniem.
Kalendarz pełen spotkań może dawać poczucie ważności. Kolejne zrealizowane zadania mogą przynosić satysfakcję. Rozwój zawodowy może być źródłem dumy.
I nie ma w tym nic złego.
Problem pojawia się wtedy, gdy na wszystko znajduje się czas oprócz siebie.
Projekt Mniej przypomina, że można szukać innego podejścia. Takiego, w którym nie trzeba rezygnować z ambicji, ale można nauczyć się rozpoznawać moment, kiedy warto zwolnić. W którym odpoczynek nie jest nagrodą za wykonanie wszystkich obowiązków, lecz normalną częścią życia.
Może więc zamiast pytać, jak zrobić jeszcze więcej, warto czasem zapytać, co naprawdę jest ważne.
Co można odpuścić? Z czego nie trzeba się tłumaczyć? Na co chciałoby się mieć więcej przestrzeni?
I czy życie, które tak starannie organizujemy, pozostawia nam jeszcze miejsce na to, żeby po prostu w nim być?
Nie musisz zmieniać wszystkiego od razu. Nie musisz też udowadniać, że potrafisz poradzić sobie ze wszystkim.
Czasami największym krokiem naprzód jest zrozumienie, że nie trzeba cały czas przyspieszać.
